szwecja
Why yes, we do impatiently await the arrival of the Apocalypse.
Kontynuujemy serię wizyt i rewizyt z Rezą z Teheranu. Ja go poznałem przez Hospitality Club, kiedy w lipcu ubiegłego roku wrzuciłem post na forum HC, prosząc o nocleg w Iranie. On się odezwał po kwadransie, oferując mnie i Mariuszowi gościnę w swoim dużym mieszkaniu w dzielnicy Tehran-Sar. On potem wyleciał na studia do Szwecji, i wraz ze swoją chińską dziewczyną Naną zahaczyli o Warszawę w marcu, podczas trasy środkowoeuropejskiej. Wtedy w ciemno z Mariuszem kupiliśmy bilety na WizzAir do Göteborga, bo były tanie, a nie dlatego, że lot wypadł w środku sesji.
Po pięciu latach wróciłem do Szwecji zupełnie niewyspany. Skandynawia niewiele się zmieniła, wciąż jest droga, mokra i senna. W piątkowy poranek dworzec główny w Göteborgu był pusty, a z rzadka pojawiające się białe twarze szybko przemykały się po hali, żeby przypadkiem nie nawiązać kontaktu wzrokowego z drugim człowiekiem. Jedyny uśmiech widzieliśmy na twarzy Irakijczyka w kasie biletowej, kiedy zapytałem, czy jest Persem. Okazało się, że choć jest szyitą, urodził się w Qom, w Iranie, i mówił po persku. Po raz pierwszy od roku miałem okazję pożegnać się słowami “Khoda hafez”. Reza pojawił się w piżamie i klapka, jeszcze nie wytrzeźwiawszy po poprzedniej nocy. Kupił nam bilety z automatu (damn ta'arof) i władował nas w autobus do Borås, gdzie studiuje.
boomp3.comCałą drogę słuchałem płyty F♯A♯∞, Godspeed You! Black Emperor. Polecam to jako soundtrack do jakiejkolwiek podróży, jednak do przejażdżki przez prowincję szwedzką ta płyta nadaje się w sposób szczególny. Łatwo sobie wyobrazić Szwecję w fazie końca świata. Być może dlatego, że dobrobyt i spokój jest tu tak widoczny, sama nasuwa się wizja destrukcji, jako kontrast. Sam spotkałem się z opinią dziewczyny z sąsiedniej Finlandii, że życie jest tu zbyt łatwe. Ludzie równocześnie sprawiają wrażenie smutnych i zblazowanych. I choć próżno by na podstawie tak powierzchownych, zewnętrznych cech twierdzić, że społeczeństwo szwedzkie zasługuje na metkę “zgniłego”, jakoś trudno odpędzić wizję płonących samochodów (with no driver at the wheel) i zgliszcz domów.
Göteborg był pusty, plastikowy, a lokalni wyglądali jak manekiny, które postanowiły zbuntować się przeciwko dyrekcji salonu H&M i wyszły na miasto. Borås z kolei to średniej wielkości wymarłe miasto. Przyjechaliśmy w przeddzień Midsommardag, czyli Nocy Świętojańskiej. Najwidoczniej święta państwowe w Szwecji mają to do siebie, że wszyscy zaszywają się w swoich mieszkaniach, albo wyjeżdżają za miasto. Chodziliśmy w deszczu po wyludnionym Borås, widząc czasem tylko pojedynczych Hindusów, Persów, Arabów i Murzynów. Szwedzi, jeśli się pojawiali, biegli w pojedynkę i mijając nas, przerzucali swoje torby na drugie ramię.
Reza już nie musi żyć pod władzą mułłów i nadrabia przy każdej okazji. W sklepach można kupić tylko piwo 3,5%, a “normalny” alkohol kupuje się w punktach Systembolaget, czyli sklepach monopolowych w dosłownym znaczeniu. W Borås jest ich zaledwie garstka, i zamykane są późnym popołudniem. Pierwsza wyprawa do miasta zakończyła się niepowodzeniem, w odczuciu Rezy, bo wszystkie Systembolagety były zamknięte z okazji święta.
Mieszkamy na osiedlu niskich bloków, w lesie na obrzeżach Borås. Część budynków to akademiki, w których mieszkają prawie wyłącznie studenci z Azji, a reszta do państwowe budownictwo przeznaczone dla uchodźców i “biedoty” szwedzkiej. W segmencie Rezy mieszka jeszcze Nana i jeden Hindus z Chennai. Pobliski sklep należy do tureckich Kurdów. W piątek, w drodze po zakupy, zauważyłem lokal z napisem “ćevap”. Podszedłem więc do właściciela palącego przed drzwiami, i zapytałem się po serbsku, czy możemy się napić kawy. Facet się na mnie spojrzał jak na wariata, i od razu głupio mi się zrobiło, że założyłem, że to knajpa bośniacka. Po czym odpowiedział, również po serbsku: “Oczywiście, jaką chcesz kawę?” Wypiliśmy więc pierwsze porządne espresso w Skandynawii, a Reza zajął się rozmową z Irańczykami przed kafaną.
Na osiedlu czujemy się jak w Iranie, jest tylko chłodniej i drożej. W autobusach Reza najczęściej z kimś nawiązuje rozmowę po persku. Niekiedy pojawi się zabłąkany Szwed-intruz. W sklepach znajdujemy produkty importowane z Bliskiego Wschodu albo z Bośni. Nana gotuje nam pyszne potrawy chińskie. Kupiliśmy na drogę powrotną płaskie chleby irańskie. Jutro o 8 rano samolot do Warszawy.

Zobacz w Google Earth

