Full persian ninjas, czesc 3.

The answer you entered to the math problem is incorrect.

Kiedy w Jazd Mariusz i Gokhan zaproponowali, zebysmy pojechali do Bandar-e Abbas, zgodzilem sie, choc poczatkowo niechetnie, z powodu perspektywy zobaczenia lokalnej, dosc konserwatywnej kultury, oraz z powodu przygody zwiazanej z akcjami typu "zrobmy cos glupiego". Ali Reza zabral nas na dworzec i wcisnal w autokar nad Zatoke Perska. Znowu niewygodna i nieprzespana noc na siedzaco -- Mariusz przezornie wzial alumate, na ktorej rozkladal sie w przejsciu, a ja kolanami, lokciami i zadem spychalem nieproszonych gosci, ktorzy co rusz zwalali sie na wolne siedzenie Mariusza. Gdy rano o 4:30 kierowcy spuscili nas z lancucha przed jakims przydroznym barem, czuc bylo juz lekki powiew piekla w powietrzu. Nie bylem jednak gotowy na to, co nas zastalo o 7 na dworcu w Bandar.

Gokhan juz byl zalatwil nocleg u Mejsona, znajomego gospodarzy HC z Teheranu. Mejson podjechal po nas klimatyzowanym samochodem. Pierwsza minuta w Bandar to byl sprint z plecakiem do tegoz auto i ochloniecie po szoku termicznym, przy klimatyzacji odkreconej do konca. Bylo juz ponad 40C, wilgoc z pewnoscia powyzej 90%, choc nie mielismy jak to do konca sprawdzic. Pozniej juz bylo tylko gorzej. Slyszalem, ze latem mieszkancy Bandaru poruszaja sie miedzy klimatyzowanym mieszkaniem a klimatyzowanym biurem klimatyzowanymi taksowkami. Nie-mieszkancy nie przyjezdzaja.

Zostalismy u Mejsona trzy dni. Pierwszego dnia, zaraz po przyjezdzie, wcisneli w nas sniadanie, zdrzemnelismy sie, po czym zostalismy niejako zobowiazani do udzialu w ogromnym obiedzie, po czym znowu uprawialismy nicnierobienie, bo przed zmrokiem nie odwazalismy sie wychodzic z domu na dluzej niz 5 minut, ktore i tak (w moim przypadku) konczyly sie natychmiastowym i zupelnym przemoczeniem. Mejson po angielsku znal niemal wylacznie nazwy ptakow -- zajmuje sie zawodowo ptactwem dla jakiejs agencji ochrony srodowiska -- wiec naszym opiekunem zostal sasiad-anglista, Mehdi, ktory w tak tradycyjnej okolicy jaka jest Bandar, jest wlasciwie czlonkiem rodziny.

Wyruszlismy po zmroku na przejazdzke po miescie, krotki meczeting, spacer przez mini-centrum handlowe (glowna atrakcja -- klimatyzacja), zamoczenie nog w zatoce i na nargile. Nastepnego dnia wybralismy sie z Mehdim do Minab, godzine drogi od Bandar. Tam znajduja sie akurat dwie atrakcje -- pierwsza to krewny Mejsona, wlasciciel klimatyzowanego samochodu i nasz przewodnik bo miescinie, oraz konserwatywne panie paradujace po okolicy w pelnym rynsztunku szariackim, czyli kolorowy czador i burka na twarzy. Odslaniaja tylko dlonie, stopi i galki oczne. Nasz kierowca nawet przekonal pare pan do pozowania do zdjecia, wiec misja zakonczyla sie sukcesem.

Wlasciwie to to mnie przekonalo do Bandaru -- to konserwatywny, przeciwny do Teheranu, biegun kultury perskiej. Jest tu ciekawa mieszanka ludzi -- wiele osob ma rysy twarzy na pol perskie, na pol murzynskie, przepraszam, afroperskie. Dziecaki lataja z afro na glowie, a juz szegolnie na wyspie Hormoz, na ktora wybralismy sie plastikowa motorowka z Auchana dnia ostatniego, za 1$. Wypsa wielkoscia plasuje sie gdzies miedzy duzym arbuzem a placem Konstytucji. Mimo to jest tam uniwersytet, wielkosci kina Ochota, co jest dla mnie niezrozumiale, poniewaz nawet gdyby obaj mieszkancy wyspy byli studentami, to mogliby doplywac na zajecia do Bandar.

Zlapalismy pana z vanem, ktory nas obwiozl po wyspie, z przystankiem pod malo ciekawym fortem portugalskim (atrakcja typu kupa kamieni, z akcentem na pierwsze slowo), a potem wszyscy sie rozhedzabowalismy i wskoczylismy na godzine do wody. Jesli czlowiek zamknie oczy i pomysli o ojczyznie, to przypomina ona smakiem i temperatura rosol z kury.

Przekonalismy Mehdi'ego do HC, dzieki czemu Bandar-e Abbas teraz ma swojego pierwszego i jedynego czlonka. Mehdi nie jest wierzacy, choc oczywiscie oficjalnie jest muzulmaninem. Jego rodzina jest ponoc mniej konserwatywna od naszych gospodarzy. Nie dane nam bylo to sprawdzic, poniewaz, jak powiedzial, nie moze nas wykrasc, choc nikt w rodzinie Mejsona potrafil zlozyc zdania po angielsku. Kobiety przemykaly sie tylko po mieszkaniu, nigdy nie przebywaly w tym samym pokoju, nawet nie przynosily jedzenia, tylko donosily je do drzwi i podawaly tace synom. Spalismy wszyscy osobno, dziewieciu facetow (w tym ojciec rodziny) w salonie, na dywanach, a kobiety Allach wie gdzie. Pierwszego dnia mielismy sie rozebrac do snu, ale Gokhan nas w pore ostrzegl: "Tu sie spi w spodniach." W kazdej chwili mogla przeciez wejsc kobieta, a przeciez facetow tez obowiazuje hedzab, w naszym przypadku od lydek do pasa.

Ta konserwatywnosc tez przejawiala sie w goscinnosci. Rodzina stawala na glowie, zeby nam bylo wygodnie. Wspomnielismy tylko, ze chcielibysmy trzeciego dnia ruszyc autobusem do Teheranu, a brat zadzwonil, kuzyn pojechal samochodem na dworzec i sasiad przekazal bilety na najlepszy autobus na tej trasie.

W Bandar-e Abbas pozegnalismy sie z Gokhanem, ktory wracal do naszych gospodarzy w Esfahanie. Do Teheranu jechalismy niemal dobe. Znow Mariusz zajal pozycje strategiczna, czyli horyzontalna. Ja mialem tylko jednego nieproszonego goscia, ktorego, jak sie okazalo, latwo bylo splawic jednym zdaniem, wypowiedzianym powolna, lamana, formalna perszczyzna: "Gdzie jest panskie siedzenie?" "Zabrali mi" powiedzial, wstal i poszedl sie uprzykrzac komus innemu.

W Teheranie zwalilismy sie na glowe Rezie, naszemu gospodarzowi sprzed dwoch tygodni. Dotarlismy na miejsce spoznieni, zastalismy rodzine (bez Rezy) przed drzwiami. Chyba nawet cieszyli sie tak na nasz widok jak my na ich. Zostawili nam mieszkanie, z poleceniem zrobienia sobie jajecznicy na kolacji. Ledwo wypilismy smootha z melona, kiedy wtoczyl sie do mieszkania Reza, wracajacy z popijawy u znajomych. Nie pozwolil nam sie od razu wykapac, musielismy mu najpierw pomoc paroma lykami w miare ochydnego bimbru z winogron. Potem postanowil, ze dolaczymy do reszty rodziny na urodzinach swojego paroletniego kuzyna, i wyciagnal nas na ulice, do taksowki, i na tulaczke po bocznych uliczkach dosc ladnej dzielnicy w okolicach placu Azadi. Nie wiem do konca, czy rodzina sie nas spodziewala, choc wszyscy sprawiali wrazenie zadowolonych z naszego przybycia. Gorzej z Reza, ktory juz byl ewidentnie wstawiony, co doprowadzilo do konfilktu z ojcem. Za pijanstwo grozi w Iranie kara parudziesieciu batow, choc dla rodziny nie robilo to wielkiej roznicy. Sa chyba najmniej konserwatywna grupa jaka poznalismy przez ostatnie 2 tygodnie. Na imprezie tylko kobiety po czterdziestce byly w chustach, reszta normalnie, po europejsku. Wyjasnilem pozniej siostrze Rezy, ze dla mnie to pewnego rodzaju schizofrenia, przynajmniej dla obserwatora. W kazdej irance sa dwie iranki: jedna na ulicy, w hedzabie, a druga w domu, z gola glowa, na luzie. Co ciekawe, jedna nawet wystroila sie w krotka spodniczke, ale za kolana, czego jeszcze nie widzialem w tym kraju. Jednak kiedy tylko siadala, zaslaniala kolana chusta. Byla tez ciotka Reza, kobeta po trzydziestce, samotna, ktora swoim pieknym akcentem i sposobem bycia pasowala do stereotypu "wyluzowanej cioci z ameryki." Zapytana przez Mariusza, ile lat spedzila w Kalifornii, odpowiedziala, ze nigdy nie byla za granica.

Dzis wstalismy o szostej i wyruszylismy w dluga i nuzaca droge autobusami i taksowkami na Tadzrisz, bogatsza dzielnice polnocnego Teheranu, w ktorej znajduje sie nowa ambasada turkmenska. Zgodnie z przepowiednia, Turkmeni zrobili wszystko, by utrudnic wydanie wizy. Oplata wynosi $31, ale pan w okienku nie ma wydac. Po raz kolejny proszono nas o ksero paszportu. Po czym oswiadczono, ze mamy jutro przyjsc po wizy. Mariusz slusznie sklamal, ze mamy juz bilety na wieczorny autobus do Maszhadu. Pan postanowil, ze mamy przyjsc o 16.

Mamy juz wizy turkmenskie w paszporcie. Dokladnie okreslono daty i miejsca wjazdu i wyjazdu. Nie mozemy sie poruszac po innych trasach, innymi slowy, nie mamy prawa wjechac do stolicy, Aszgabatu. Oto dyskretny urok totalitaryzmu. Jutro wieczorem autobus do Maszhadu.

Location(s)

Tehran, Iran
arthur – Sob, 2007 – 08 – 18 15:47

arczi, ty brysonie

arczi, ty brysonie slowianszczyzny

j'adore

:)

nixon (not verified) – Czw, 2007 – 08 – 23 09:23

Wyślij nowy komentarz

Please solve the math problem above and type in the result. e.g. for 1+1, type 2
The content of this field is kept private and will not be shown publicly.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Linie i akapity są automatycznie łamane.
Więcej informacji o opcjach formatowania