Buna protiv dahija, kidanje bukagija

The answer you entered to the math problem is incorrect.

Nie przesadzilismy w Jazd. Zobaczylismy pare meczetow, zajrzalismy do zoroastrianskiej swiatyni ognia, przypadkiem trafilismy na synagoge. Faceci w srodku nie rozumieli po hebrajsku (co sie akurat dobrze sklada w naszym przypaku), ale wytlumaczyli nam, ze w miescie jest co najwyzej 50 zydow, ze byli dwa razy w Izraelu, a Ahmadinezad jest OK. A oprocz tego po prostu siedzielismy w miescie na pustyni, ktore akurat przezywalo inwazje polska. Jedna kolezanka doliczyla sie trzynastu polakow w jednym hotelu. Postanowilismy to uczcic na dachu zakupionym przez Rafala gheljunem i asortymentem bajecznie tanich owocow, glownie melonow.

Pojechalismy do Kermanu po poludniu. Autobus sie spoznil, ale za to punktualnie, dokladnie o jedna godzine co do minuty. Lonely Planet twierdzi, ze jazda trwa 6 godzin, i tez sie nie pomylili, bo przezornie wliczyli przerwy typu "zatrzymajmy sie na obrzezach miastach pod sklepem z herbata, mydlem i defibrylatorami i poczekajmy trzy kwadranse na druga polowe pasazerow, wtajemniczonych w system niewidzialnych przystankow." Ten sam system funkcjonuje w Mongolii, z ta roznica, ze u nich wtajemniczeni pasazerowie wsiadaju dopiero wtedy, kiedy autobus juz jest pelny. Po drodze autobus zrobil przerwy m.in. na modlitwe o 18:00 -- mniejszosc facetow, w tym nasz towarzysz podrozy -- sunnita, oraz jakis Ujgur i dziadek wygladajacy na Pasztuna, wysiedli i rozlozyli chusty na piasku. Potem jeszcze byl przystanek na zaladowanie autobusu lekkimi bialymi kartonami z niewiadoma zawartoscia, ladowane do luki bagazowej przez "tasmociag"pasazerow.

Wlasciwie to nie wiem po co tu przyjechalismy. Nazwa miasta Kerman przewija sie wsrod podrozujacych tu niemal tak czesto jak Jazd czy Sziraz, wiec nawet nie siedzielismy zbyt dlugo nad LP, tylko pojechalismy. Starajcie sie tak nie robic, jesli wybierzecie sie do Iranu. Do tego perskiego Ostrowca Swietokrzyskiego kiedys sie przyjezdzalo, zeby dojechac do Bam. Odkad wycieczki do fortecy staly sie jedynie zabawa dla disaster tourists, mozna tu najwyzej zwiedzic laznie i bazar, albo wybrac sie autobusem (bilet 30gr) 20km pod miasto do ktorejs oazy. My akurat wybralismy Mahan, ktory byl tak fajny, ze postanowilismy tam nic nie robic (i tak nie ma tam co robic), i po zwiedzeniu mauzoleum sufickiego derwisza, walnelismy sie na cieplym betonie pod drzewem, miedzy piknikujacymi rodzinami, i czekalismy az Gokhan skonczy dzien swiety swiecic w meczecie piatkowym. Potem zalowalem, ze zasnalem. Gokhan, bedac turkiem, rozumie muzulmanskie slowa-kluczowe, i uslyszal jak na "kazaniu" mulla cos mowil o Izraelu i Ameryce.

Jedna rodzinka nas zaprosila na swoj dywan i wcisnela nam lody szafranowe. Obiecalem, ze Kaczynscy skontaktuja sie z Ahmadinezadem w sprawie importu, polecam. Potem zaoferowala nam podwiezienie do parku ksiecia. Corka z ojcem i bratem poszli z nami na spacer, ale jak to zwykle bywa z persami, powstala nieco krepujaca sytuacja polegajaca na tym, ze oni chcieli wrocic juz po reszte rodziny i jechac do Kermanu, ale nie chcieli nas tak otwarcie porzucac; my z kolei chcielismy, zeby juz juz sobie poszli do domu, bo chcielismy posiedziec godzine albo dwie w cieniu i wypic herbate, ale nie chcielismy ich splawiac. W koncu udalo nam sie gladko i ze wzajemnym zrozumieniem rozstac. Z podobnymi sytuacjami, wynikajacymi z perskich zasad goscinnosci i manier, tzw. taarof, spotykamy sie codziennie.

Dzis wieczorem autobus nocny do Szirazu. Jedna noc tu w zupelnosci wystarczy. Pierwszy raz spotkalem nieuprzejmych persow. Nawet jesli wczesniej zdarzalo im sie zachowywac przyglupawo (te wszystkie "hello mister" oraz niezliczone dialogi typu: "where you from?" "Lachestan" "Lachestaaaaaaaan...") to nigdy nie byli chamscy, ale portier/kasjer/ogo-je cieciu z trzydolorowego hotelu wczoraj ewidentnie nas nie lubil, choc nasz kolega sunnita najwyrazniej byl dla niego w porzadku.

Location(s)

Kerman, Iran
arthur – Pią, 2007 – 08 – 10 16:11

Trzymam Cię za słowo, to

Trzymam Cię za słowo,

to słowo to lody szafranowe.

:-)

Renata (not verified) – Pią, 2007 – 08 – 10 23:58

Ha, lody krokusowe? brzmi

Ha, lody krokusowe? brzmi twardo a wszystko kwestia nazewnictwa
czy wiecie że nenufar - powrzechnie znany w polsce lilją wodną nosi swe prawdziwe miano- Grzybień biały" - no i co brzydszy jest przez to ?:)
ech
a zdjęcie lodów macie? :D
z drugiej beczki to wy tam musicie być nieźle upaleni, prawie co wieczór fajka wodna - rozumiem że chociaż jedną przywieziecie?

ściski dla was jak z Iranu do Łodzi

Jan (not verified) – Nie, 2007 – 08 – 12 15:16

No widzisz Janie, Tobie by

No widzisz Janie, Tobie by sie te wszystkie przyprawy itp tu spodobaly, ja to wiem tylko tyle ze jedno jest zolte a reszta jest koloru sraczkowatego. Rosliny tez jakies inne niz w Polsce, ale w tej kwestii tez jestem totalnym ignorantem, rozpoznaje tylko ze tu sa palmy ktore u nas na ulicy nie rosna.

arthur – Pon, 2007 – 08 – 13 12:18

faje kupilismy nawet dwie...

faje kupilismy nawet dwie... mam nadzieje, ze dowieziemy, bo dluuuuga droga powrotna nas czeka [kolejna nadzieja zwiazana jest z tym, zeby przebyc te kilka krajow azji srodkowej - turkmenistan [nadal nie wiemy czy mamy wize...:(], uzbekistan, kazachstan i rosje - w miare sprawnie.
probuje planowac [tak, to moja domena, ale wychodzi mi to dobrze], ale jak tu planowac gdy zbyt wiele niewiadomych - pociagi, godziny i dni odjazdow... ech...

upaleni nie lazimy, bo i tyton bez dodatkow. notabene, to w polsce tylko faja wodna kojarzy sie jednoznacznie z haszem i innymi milymi specyfikami... ['nabij faje, faja gadke ci daje...']

no i tyle...

weber (not verified) – Pon, 2007 – 08 – 13 13:16

Wyślij nowy komentarz

Please solve the math problem above and type in the result. e.g. for 1+1, type 2
The content of this field is kept private and will not be shown publicly.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Linie i akapity są automatycznie łamane.
Więcej informacji o opcjach formatowania