Don't go THAT way, you will be going in the wrong direction.
Persowie chyba nie moge powiedziec "nie wiem". Nauczylismy sie juz nie pytac o droge dokadkolwiek, lub pytac kilka osob i wyciagnac srednia. Iranczyk nie powie, ze nie wie gdzie jest restauracja albo czajchana. Wysle Cie wiec w kierunku restauracji oddalonej przykladowo o 2km, wskazujac reka, "o tam". Albo wytlumaczy jak dojsc, po persku, nie zwazajac na to, jakie szanse ma turysta na zrozumienie polecen. Czasem mam wrazenie, ze wskazuja bardzo skomplikowana trase i na koniec mowia, po swojemu, "No, jesli pojdziesz tak jak Ci powiedzialem, to bedziesz szedl w odwrotnym kierunku."
Jak szlismy do Javada z HC, w Esfahanie, na placu Imama sprzedawca pocztowek narysowal nam mape trasy (zrozumiala tylko dla nas) i napisal po persku nazwe ulicy i kucze (krotkiej uliczki odchodzacej od glownej, np. kucze nr 5, albo imienia jakiegos pomniejszego szahida.) Po drodze wciskalem zeszyt pod nos przypadkowo napotkanym mezczyznom. Wszyscy czytali uwaznie lecz ze zdziwieniem nazwe kucze, po czym zwolywali kolegow (ktorzy tez nie wiedzieli gdzie to jest) i badali uwaznie mapke, ktora na dobra sprawe wskazywala jedynie droge powrotna na plac Imama. Po czym odsylali nas w odwrotnym kierunku.
Mariusz zauwazyl, ze jest w Iranie pewien typ starszego pana, wyksztalconego przed rewolucja, mowiacego po angielsku. Znalezlismy takiego w ichniejszym Copy General. On zadzwonil do ojca Javada i uzgodnil co trzeba jak prawdziwy native speaker i po 15 minutach bylismy na miejscu.
Javad pracuje w rosyjskiej fabryce, caly dzien sprawdza czy swieca sie zielone diody a nie czerwone. Chce wyjechac do Szwecji, doskonale mowi po angielsku. Wrocil do domu o polnocy, a tam juz trwala impreza na calego. Jubilatem byl narzeczony siostry Javada, dalsze kuzynostwo, znali sie od dziecinstwa, rodzice zaaranzowali malzenstwo. Przyszly szwagier powiedzial nam (tu w roli tlumacza siostra Javada, Rana, tez z HC, tez anglistka), ze statystycznie rzecz ujmujac, aranzowane malzenstwa sa szczesliwsze i rzadziej sie rozpadaja. Wypytywali sie od "te sprawy" w Polsce. Na wiesc o tym, ze narzeczeni lub zwyczajne pary czesto mieszkaja ze soba przed slubem, jedna z kolejnych kuzynek Javada, szczelnie zaczadorowana i z Koranem pod pacha, zareagowala oburzeniem. Uspokoila sie dopiero kiedy wyjasnilem, ze niektore pary, np. katolickie, tak nie robia.
Javad wyznaje Islam tylko oficjalnie -- tak ma napisane w dowodzie osobistym. Szanuje jednak zwyczaje, z szacunku dla ojca, ktory jest gleboko wierzacy, choc nienawidzi Ahmedinezada i Chomeiniego. Twierdza, ze rzad niszczy Islam -- ta opinia sie powtarza w 90% naszych rozmow. Jego kuzynka za to wlasnie wrocila ze swietego miasta Maszchadu, gdzie znajduje sie swiatynia Imama Rezy. Akurat tlumaczylem jej roznice miedzy protestantyzmem a katolicyzmem, kiedy rozmowe przerwal wejsciem smoka Javad.
Zabral nas ostatniego dnia pobytu na krotki meczeting samochodem kumpla (Ali'ego), potem na dworzec autobusowy, i z poznanym u Javada Turkiem Gokhanem (tez HC) ruszylismy na pustnie, do Jazd autobusem. Mielismy tu miec nocleg hc-owy, ale jedyny aktywny czlonek mieszka w hostelu. Zostalismy tam na jedna noc. W ksiedze gosci jest napisane (po polsku), ze pewna podrozniczka zastala zywego gekona pod prysznicem. Pokoje ulegly okupacji indyjskiej, jest brudno a poranne szorowanie zebow w lazience wywolalo odruchy wymiotne. Pierwszy raz spalismy w hotelu, za $3 od osoby i bylismy mocno zdziwieni -- Iran jest dosc czysty, przynajmniej na srednim europejskim poziomie. Ale tu tez widzielismy po raz pierwszy, po tygodniu podrozy, zebrakow.
Wczoraj spotkalismy na placu przed meczetem spora grupe sympatycznych Polakow z Warszawy. Okazalo sie, ze Mariusz ich poznal przed rokiem w Ulan Bator. Polish Travelers Unit itp. wiec wybralismy sie wieczorem w poszukiwaniu nargili, zakazanej ostatnio w miejscach publicznych przez wladze iranskie, choc widzielismy je w Teheranie nie raz. W koncu systemem "idz prosto, skrec w lewo, zrob au batido i 7 krokow na azymut 348 stopni" trafilismy do swietnej czajchany, gdzie zgodzil sie przyniesc 2 ghejluny z domu.
Dzis rano poszlismy do hotel Silk Road, przy meczecie piatkowym w Jazdzie, gdzie spia Polacy, liczac na miejsce w wycieczce po okolicznych wioskach zoroastrianskich. Nie zmiescilismy sie, ale za to postanowilismy przeniesc sie do ich lokalu, gdzie za $3 mamy miejsce na dachu w czystym i "klimatycznym" miejscu.
Postanowilismy ze pojedziemy nad zatoke perska, do Bandar Abbas. Kazdy kto podrozuje po Iranie doskonale wie, ze tego sie po prostu nie robi latem, ale chlopaki mnie przekonali -- moj pozyczony piracki LP twierdzi, ze w pobizu znajduje sie wioska, gdzie kobiety zamiast czadorow nosza maski.
Rada dla travelersow: jesli byliscie kiedykolwiek w Mongolii, nie zamawiajcie dizi w knajpie w meczecie na placu Amirczaqmaq. Ta baranina grozi wywolaniem dramatycznych wspomnien gastronomicznych.
Location(s)
odnoszę wrażenie że przy
odnoszę wrażenie że przy moich najszczerszych chęciach niektóre notatki ciężko załapać ze względu na ilość persjanizmów i skrótów.
powodzenia chłopaki, czymcie się

Zobacz w Google Earth


...a ja znam pary
...a ja znam pary katolickie, ktore zyja ze soba i mieszkaja, mimo ze nie sa malzenstwem...
ale pozwol, arthur ze nie bedziemy kontynuowali tego tematu, bo skonczy sie tak jak w esfahanie [oj, persowie mieli ubaw z naszej intensywnej rozmowy o katolikach i katolicyzmie...].
zanotujmy doskonala rozbieznosc...
caluje, bracie i do zobaczenia po wyjsciu z kafejki, na ulicy, w yazd'zie...
ps
fajnie sie z nim podrozuje. to moja pierwsza podroz 'z kims'. mimo, ze duzo czasu spedzam 'w drodze'...
nie zaluje.
pozdrawiam naszych kibicow!
art&web RULEZ!