Full persian ninjas, czesc َُ2
Zgodnie uznalismy z Mariuszem, ze Iran to jeden z najbezpieczniejszych krajow w ktorych bylismy. Jest tylko jedno, potencjalnie dosc powazne zagrozenie w miastach perskich. Chodzi oczywiscie o przechodzenie przez ulice.
Kierowcy perscy trzymaja sie jednej zasady: "Jesli sie da, jedz po prawym pasie." Cala reszta ulega gruntownej relatywizacji. Swiatla na skrzyzowaniach sa najwyzej sugestia, przejscia dla pieszych do dekoracja asfaltu. Najczesciej jednak nie rozjezdzaja pieszych, poniewaz wiazaloby sie do z roznymi klopotami natury biurokratycznej, nie wspominajac juz o tym, ze w ultra-grzecznym Iranie, rozjechanie kogos samochodem najpewniej uchodzi za niewybaczalne faux-pas.
Przechodzi sie przez jezdnie na tzw. szahida, tzn. wchodzisz pod samochod, jesli uznasz, ze moze zdazy wyhamowac lub ominac Cie lukiem. Jesli ulica jest szersza, robisz przystanki po kazdym pasie, wyginajac sie odpowiednio by nie zahaczyc o lusterka mijajacych taksowek.
Granica miedzy taksowka a nie-taksowka jest tez dosc dowolna. Wszystko co sie zatrzyma i Cie zabierze jest taksowka. Cena wynosi 200 tomanow (60gr), za jeden rzut beretem. Jesli nie poprosisz o prywatna przejazdke, to taksowkarz bierze dodatkowych pasazerow, w tym kobiety, nawet do aut juz zaladowanych facetami.
Podobny paradoks odkrylismy w pociagu relacji Teheran - Esfahan. Mozna by sie rospisywac dosc dlugo na temat kolei perskich - choc siec nie jest zbyt rozbudowana, to dworce (przynajmniej w Teheranie i Esfahanie) sa czyste i nie smierdza tym czym dworce w Polsce (wiecie czym). Obsluga, w tym policja, mowi troche po angielsku, a przynajmniej na tyle, by pokierowac na odpowiedni peron i komunikaty rowniez sa wyglaszane wyrazna angielszczyzna. Same pociagi tez nas zachwycily -- za $4 mielismy miejsce w kuszetce podobnej do kupe w Rosji, co prawda szescioosobowej, ale za to klimatyzowanej. Za darmo czysta posciel. Do podzialu z reszta pasazerow butelka wody i aktualna gazeta w jezyku perskim. I, jak sie okazuje, przedzialy sa koedukacyjne.
Z Mariuszem zajelismy najwyzsze prycze. Dosiadly sie dwa malzenstwa, jedno stare i jedno mlode. Starsza pani miala tylko chuste, mloda byla cala zawinieta, ale jeszcze nie na tzw. persian ninja. Nie wiem, czy kwestia plci w przedzialach jest do rozwiazania logistycznie. Wyobrazam sobie jednak, ze zasialibysmy niezly zamet, gdybysmy zajeli z Mariuszem parter i pietro.
W Esfahanie jest "czarniej" niz w Teheranie. Na pierwszy rzut oka, 25% kobiet w Teheranie nosi czador, reszta ma zwykle ciemne manteau zakrywajace posladki i ciemna chuste na glowie. W Esfahanie, wiekszosc kobiet zaslania czadorem wszystko poza twarza i dlonmi. W meczecie Imama zobaczylismy nawet trzy kobiety w opcji full persian ninja, z zakrytymi twarzami. Odslonily je, by napic sie wody na dziedzincu, ale szybko zakryly sie jak tylko Mariusz wyciagnal aparat.
W tym meczecie dorwala nas tez dwudziestoosobowa grupka kolonijna z mulla na czele. Wszystkie chcialy sobie zrobic zdjecia z obcokrajowcami, a i z mulla sobie pogadalismy lamanym perskim. Oglosil, ze Lachestan jest OK i zrobilismy sobie razem zdjecia.
Location(s)
w tamtym komencie chcialam
w tamtym komencie chcialam to wkleic ale nie wyszlo
wiec oto masz
espeszali for ju
http://i180.photobucket.com/albums/x130/nix_nixxon/marjanka.jpg
Przypomina mi sie, jak mnie
Przypomina mi sie, jak mnie kiedys na dzien niepodleglosci Angoli zaprosila pani Ambasador do mariota. Rozmawialem tam z jakims przemilym panem z ambasady Iranu. On mi wtedy opowiadal historie o tym jak tam fajnie i z tego co piszesz, to nie sciemnial. Ech... Moze jak Jano wroci z wygnania i chlopaki podrosna, to dolaczymy. BTW jak wrocisz zapraszam na ogledziny inwentarza i dobra paste.
Rudy -- nie musisz czekac az
Rudy -- nie musisz czekac az chlopaki podrosna: Iran to chyba najlepszy kraj azjatycki do podrozy z dziecmi, ludzie tutaj sa silnie nastawieni na rodzine i (stosunkowo) czesto widzimy cale rodziny z zachodu podrozujace po miastach. Oczywiscie, widzielismy jak dotad chyba max 40 turystow, to jest inna sprawa.
Nixxon -- obrazek genialny! Szyici nie smierc!
Ability to imagine
Ability to imagine ;)
Arthur, chyba zbyt dobrze (jak zwykle po Twoich opowieściach!) wyobraziłam sobie przechodzenie przez ulicę... To musi być bardzo gibki naród... Hihihi

Zobacz w Google Earth


(No subject)