Full persian ninjas
Dzis ostatni dzien w Teheranie. Bylismy rano w ambasadzie Turkmenistanu. Ambasador czy konsul podjechal pod wille i wypadl ze sluzbowego mercedesa z polgodzinnym opoznieniem. Sadzac po twarzy, jak to stwierdzil Mariusz, ktos mu cos dosyla poczta dyplomatyczna z Aszgabatu. Prosili tylko o ksero wizy uzbeckiej i strony czolowej paszportu, reszta ($31, 2 zdjecia kolorowe, 2 formularze) mamy przyniesc za 10-14 dni. Wize tranzytowa dostaniemy prawie na pewno, nie wiadomo jednak, czy z prawem wjazdu do Aszgabatu.
Mieszkamy na zachodzie miasta, zaraz pod samolotami startujacymi z lotniska. Nie jest to co prawda slynny "polnocny Teheran", ale rodzina Rezy wydaje sie byc dosc zamozna. Nasz gospodarz, przykladowo, wyjezdza na studia do Szwecji, bez stypendium. Maja 2 mieszkania wlasnosciowe, kazde wielkosci 200 metrow -- przestrzen wystarczajaca na maly mecz buzkaszi.
Wczoraj trafilismy na urodziny brata Rezy. Poinformowani wczesniej, zdazylismy kupic 1,5kg ciastek (cena w Teherani: 7PLN) i odspiewalismy mu "Sto lat". Przy kolacji, cala rodzina wyciagnela komorki, wlaczyla nagrywanie i zazyczyla sobie bisu. Zjechala sie ciotka i wujek Rezy, byla tez jego mlodsza siostra, studiujaca architekture. Wszystkie bez hedzabu -- tylko matka twardo trzymala chuste na glowie. Ciotka doznala ekstazy na widok 1 grosza polskiego oraz forintu wegierskiego (chyba chodzilo o rozmiar tych monet) -- wysypalismy jej drobne, Mariusz sprezentowal polski banknot do kolekcji.
Reza, siostra i mama mowia swietnie po angielsku -- ta ostatnia jest nauczycielka jezyka. Dla reszty rodziny Reza tlumaczyl konsekutywnie. Wszyscy mieli mnostwo pytan, w tym standardowe, typu "what do you think of Iran?", "Why did you come here", ale byly tez ciezsze: ojciec Rezy, zagorzaly marksista i backpacker (jezdzil po Europie zachodniej w ubieglym roku, spiac po parkach) prowadzil dysputy z Mariuszem na temat komunizmu, ja probowalem z kolei wybic z glowy Sai'owi mit o amerykanskiej mobilnosci spolecznej. On mnie z kolei przekonywal, ze lepiej byc biednym w Los Angeles niz bogatym w Teheranie. Ja przekonywalem proamerykanskich iranczykow, ze jednak Wielki Szatan, Mariusz pokazywal zdjecia z San Diego na iPodzie. Potem puscil Rezie kawalek Lony "Panie Mahmudzie", z tlumaczeniem. Reza z kolei przekladal na perski. Rodzina parsknela smiechem przy "Wolalbym wypic z Chatamim." Potem demonstrowalimy sztuczki popisowe jezyka polskiego, ze Szczebrzeszynem na czele, a oni podjeli wezwanie i kazali nam powtorzyc cos czego nie powtorze.
Wczoraj trafilismy pod byla ambasade USA. Mariusz zapozowal do zdjecia, stajac na rekach przed statua wolnosci z trupia czaszka, ja z kolei ustawilem sie przed lufa rewolweru pomalowanego w paski i gwiazdki. Nie bylo nawet straznikow, wiec historie o odebranych aparatach i filmach chyba juz naleza do przeszlosci.
Na dworcu w Aksarayu, w Stambule, moj zasluzony obiektyw Tamrona przezyl ciezszy upadek z wyskosci biodra, i jedna soczewka wyskoczyla. W sklepie fotograficznym powiedzieli mi, ze to jest nie do naprawienia, i musze kupic nowy obiektyw, wiec poszedlem do zakladu naprawy aparatow gdzie zrobili mi to w trzy godziny, jednak za $35. (Dla ciekawskich travellersow: od poludniowego wschodu Mejdan-e Emam Khomeini 100m na poludnie, w dzielnicy aparatow fotograficznych i sprzetu laboratoryjnego). Teraz musze nadrobic 3 dni bez zdjec w Teheranie.
Wczoraj poszlismy na Wieki Bazar, Bazar-e Bozorg, ktory oczywiscie byl zamkniety z okazji dnia swietego. Jednak nastepujacej rozmowy sie nie spodziewalem: "Gdzie jest meczet piatkowy?" "Tam, ale jest zamkniety." "Dlaczego?" "Bo jest piatek." W domu nam dopiero Reza wytlumaczyl, ze w piatki, religijni teheranczycy, ktorych jest coraz mniej, chodza na wspolne modly piatkowe na Uniwersytet Teheranu. Trudno jest znalezc meczet w tym miescie, nie liczac licznych mikromeczetow na bazarze.
Bazar jest wlasciwie kryta dzielnica, w ktorej znajduje sie parenascie kilometrow uliczek, po ktorych przeciskaja sie ludzie i motocykle, miedzy chramami podzielonymi na "dzielnice". Mozna np. znalezc kilka dzielnic z tasma klejaca, orzechami wloskimi, gietymi rurami, fajkami wodnymi, chustami, plecakami, mydlem, pasta do zebow, etc. Po dwoch godzinach szukania, znalezlismy dzielnice z nargilami (polecam ulice przy wschodniej krawedzi, Szahid Mostafa Khomeini, my znalezlismy fajny sklep zaraz na poludnie od skrzyzowaniem z Seyyed Esmail 1st Alley: Nargile z podobizna Szacha od $5, mellasa po $1 za paczke.) Jednak najwieksza atrakcja bazaru, choc w sumie mozna to znalezc w wielu miejscach w miescie, to 0,3L smooth z lodu i swiezego melona lub marchwi za 1,50PLN.
Dzis wieczorem pociag do Esfahanu.
Location(s)
AVE... To katastrofa z tym
AVE...
To katastrofa z tym Tamronem. Dobrze ze F801 jest wykonany z materiałów pozostałych po pierwszej misji Apollo i nie grozi mu uszkodzenie nawet gdy spadnie z wysokości kilku pięter...a i do samoobrony sie nadaje :-)
PANE...śledzę uważnie Ksieżycową i raduję się razem z Tobą.
Zrób dużo fotek...potem odwalimy slideshow :-)
Uważajcie na siebie :-)

Zobacz w Google Earth


jak znajdziesz ładną
jak znajdziesz ładną chustę w kwiaty to ja poproszę, zrewanżuję się jakoś :)