31
Aug/09
2

MAs

The Polamer guy came today. I’m not going to be getting out of the house more anytime soon.

new books

23
Jul/09
5

Oh, this is the perfect place to camp out.

Butry przed wejsciem do meczetu

Nie wiem, jak mam rozmawiac z Turkami. Jadac do Azji zazwyczaj staram sie przyswoic liczebniki i podstawowe zwroty w lokalnym jezyku, albo nauczyc sie jego podstaw, jak w przypadku Iranu. Moje podejscie zawodzi w Turcji. Potrafimy policzyc do dwudziestu, podziekowac, przeprosic, poprosic, zaplacic i wyjasnic, ze nie rozumiemy. Turcy jednak nie sa az tacy kreatywni jesli chodzi o porozumiewanie sie i najczesciej mowia do nas dlugimi zdaniami w swoim jezyku, choc wiekszosc osob zaklada, ze jestesmy z Niemiec – skad wiec mamy znac turecki? Odpowiadamy wtedy niewinna mina, albo mowimy “nie rozumiem” pod turecku. Oni wtedy powtarzaja to samo, albo rozwijaja kwestie (kto wie?). Probuje podejsc do sprawy praktycznie, machajac rekami, usmiechajac sie, mowiac co potrafie po turecku, ale i to nie dziala. Ostatnio sie wkurzylem i odpowiadam rozwleklymi zdaniami, w jezyku polskim, na temat sytuacji politycznej w Polsce, albo po prostu mowie: “To zalezy od tego, jak zdefiniujemy postmodernizm. Konczy sie to konsternacja, albo pytaniem: “Almanya?”.

Nie powinienem sie zloscic, ze Turcy mnie ciagle biora za Niemca, ale wczoraj postanowilem przecwiczyc robienie wielce obrazonych min i wyjasnianie, ze jestem Polakiem, a nie Niemcem. Poskutkowalo w kantorze, wszyscy pracownicy budki natychmiast zrozumieli na czym blad polega.

Ludowa Partia Republikanska

Jestesmy w Kars, na polnocnym wschodzie Turcji. Miasto nie jest ladne, ale po okupacji rosyjskiej 90 lat temu, miasto odzieczylo zielone, ulozone w kratke ulice i prowincjonalny, sowiecki klimat. Nie ma tu wlasciwie zadnych zabytkow – garstka turystow pojawia sie tylko po to, zeby zwiedzic pobliskie ruiny Ani, przy granicy z Armenia. Mozna jednak wpasc do czajchany, w ktorej faceci (wylacznie faceci – i to po piecdziesiatce) graja w karty albo tryktrak i popijaja herbate za herbata. Wywolalismy niemale zdziwienie stalych bywalcow zasiadajac do stolika przed jedna z wielu takich herbaciarni (nie sadze, by codziennie goscili Niemca z Niemka).

Kars slynie z miodu

Kapadocja byla niezwykla pod wzgledem geograficznym, ale Goreme pozostaje pod okupacja zachodnich turystow. Van, z kolei, to miasto zupelnie nieturystyczne i przyciagalismy zbyt duzo (niepozadanej) uwagi, tym bardziej, ze to bardzo konserwatywna czesc tureckiego Kurdystanu i Ania byla jedna z niewielu kobiet na ulicy, na dodatek bez chusty na glowie. Ciezar podrozowania po tych rejonach potegowal suchy i goracy klimaty Kurdystanu. Wyjezdajac 5 lat temu z Mongolii na Syberie z Janem odczulismy wielka ulge, widzac pierwsze drzewa. Nie inaczej bylo tym razem – Ani zaczelo sie znowu podobac gdy przekroczylismy przelecz na zachod od Araratu i zjechalismy do zalesionych wawozow na poludnie od Kars.

Dzis bylismy w Ani (calym sercem polecam wyczerpujacy artykul w anglojezycznej Wikipedii). Kanion dzielacy ruiny sredniowiecznej metropolii od macierzy robi wrazenie, podobnie jak dawna siedziba patriarchatu ormianskiego z X w. – katedra, przerobiona przez Seldzukow na meczet, w ktorym zawalila sie kopula. Az prosi sie o pretensjonalny teledysk metalowy. Swietne zdjecia satelitarne tu.

Katedra ormianska w Ani

Kosciol w Ani

Wawoz dzielacy Turcje od Armenii

Spimy w tym samym hotelu, co wiekszosci turystow z Zachodu – w przypadku Turcji, to najtanszy hotel w LP, ktorego opis nie wspomina brudnych szaletow. Trzy najblizsze meczety za akurat w podobnej odleglosci, wiec spiewy muezinow nakladaja sie, dajac efekt beczenia owiec:

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Nogi mnie juz nie bola. W niekoedukacyjnej czajchanie zaplacilismy za 10 herbat 3 zlote. Jutro jedziemy do Gruzji.

19
Jul/09
1

Get in the Van.

Turkish Coffee
W srode wieczorem poczekalismy sie z Muratem i poplynelismy promem na azjatycka strone miasta do podejrzanie nazwanego dworca autobusowego “Harem”. Rano bylismy w miescie Konya (Iconium). Miastem sie zawiedlismy – zwiedzilismy mauzoleum Rumi’ego, zwanego tu Mevlana, zalozyciela bractwa wirujacych derwiszow. Zostalismy zaproszeni na cos, co nosi nazwe “Whirling Dervish Sacred Dance”, odbywajace sie w ogrodzie za mauzoleum Rumi’ego. Na miejscu okazalo sie, ze to nie Sacred Dance tylko teatr dla turystow za 10 euro od lepka. A juz bylismy zli, ze przypadkowo wybralismy hotel z porazajaco obrzydliwa lazienka, bo plecaki byly za ciezkie i nie chcielismy dalej szukac. Swoja droga, pan na recepcji przypomnial mi o ciekawych azjatyckich paradoksach, np: osoba pracujaca na recepcji w hostelu polecanym przez LP moze nie znac nawet liczebnikow w j. angielskim. Przypomnialem sobie tez, ze jesli nie dogadasz sie po angielsku i nie dogadasz sie w jezyku lokalnym, to sie nie dogadasz — komunikacja niewerbalna (albo wspomagana 2-3 slowami) zawsze zawodzi. Typowy przyklad to rozmowa z kierowca autobusu jadacego miedzy punktem A i B. Z rozmowy zawsze bedzie wynikalo, ze autobus jedzie w obu kierunkach rownoczesnie.

Mielismy za to okazje zwiedzic Çatal Höyük, czyli “kopiec widlowy”, stanowisko archeologiczne w odleglosci parudziesieciu kilometrow od Iconium. Paredziesiat lat temu odkryto tam miasto, ktorego mieszkancy zyli w ziemiankach ulozonych tak, ze dachy domow przy jednej ulicy byly zarazem ulica dla domow polozonych wyzej. Niby atrakcja z serii “kupa kamieni”, ale zobaczyc mozna sadze w piecu sprzed 8000 lat.

Sowa w Catal Hoyuk

Nastepnego dnia rano pojechalismy do Kapadocji. Krajobrazy sa tak piekne, ze nawet tlum turystow nie przeszkadza — pojawiaja sie zreszta tylko w najpopularniejszych dolinach. Wystarczy zejsc troche ze szlaku, albo pojsc troche dalej i juz sie jest samym w dolinie wypelnionej “kominami” z piaskowca, w ktorych czesto wykute sa domy, koscioly (X wiek), cele klasztorne, a w sameju wsi Göreme — hostele. Ciekawy ksztalt to wynik erozji piaskowca, na ktorym znajduje sie warstwa zastyglej lawy po ostaniej erupcji pobliskiego wulkanu, ok 10000 lat temu. Ani juz sie znudzily te wieze, a ja moglbym zostac jeszcze tydzien, jak to czyni spotkane wczoraj malzenstwo z Quebecu (pan Pierre okazal sie byc autorem podrecznika, z ktorego Ania uczyla sie na studiach).


Kosciol w Kapadocji


Wiedzialem, ze Turcja bedzie droga, ale nie spodziewalem sie, ze az tak. Przykladowo, autobus z Göreme do Van (przy granicy z Iranem, ok 14h jazdy) to koszt 150 zl. Dzis wieczorem wlasnie tam jedziemy, potem na polnoc, pod gore Ararat, i do Gruzji, skad mamy nadzieje zlapac bezposredni autobus do Stambulu.

Czytam Oko swiata: Od Konstantynopola do Stambulu Maxa Cegielskiego i wciaz mam nadzieje, ze pojedziemy gdzies stopem i ze nie dzwigam na darmo namiotu.

13
Jul/09
1

Istanbul (Lepa si dok spavaš, kao revolucija)

Cena za autobus ze Skopja do Stambulu jest tak absurdalna, ze chcialem jechac autostopem, ale te przygode zostawilismy na pozniej i szarpnelismy sie na bilet na autobus nocny z Macedonii do Turcji. Przejscie Kapitan Andreevo wyglada nieco inaczej niz przed laty: juz nie przejezdza sie przez 13 bramek po stronie tureckiej. Wszystko sie teraz miesci pod jednym wielkim zadaszeniem, i mija sie tylko 4 budki (5, jesli musisz kupic wize) i przechodzi sie przez udawane trzepanie bagazu przez czlowieka, ktory really couldn’t care less unless you’re smuggling a duffel bag full of coke into Turkey, Allah only knows what for. Kierowca nas, jako jedynych nie-Turkow i nie-Macedonczykow, zaprowadzil do budki z wizami. Jak wczesniej odkrylismy, Kanada z niewyjasnionych przyczyn posiada official “fuck you” status (jak to ktos zgrabnie okreslil na forum Thorn Tree LP) w Turcji i obywatele kanadyjscy musza wyskoczyc z 45 euro zeby dostac wize. Amerykanie i Polacy placa 15 euro. Ale za to kanadyjczycy dostaja az 3 naklejki wizowe, jedna na drugiej, jak dziecko w podstawowce, ktore wyjatkowo dobrze napisalo dyktando.

Blekitny meczet

Blekitny meczet

Tym razem w Stambule wyladowalismy wczesnie rano, ale znowu w poniedzialek, wiec z Hagii Sofii dzis nici, ale zato przeslismy z Ania wzdluz i wszerz caly Sultanahmet, bylismy dwa razy nad Bosforem, zjedlismy baklawe, cos z miesem i baklazanem i wypilismy czorbe (w koncu po to sie jezdzi do Stambulu, if I understand correctly). Odkrylismy ormianski kosciol protestancki ze spiewnikami w jezyku Farsi.

Bazar w Stambule

Za chwile spotykamy sie z naszym dobroczynca z CouchSurfing. Skrot najwazniejszych informacji: konstantynopolski system komunikacji miejskiej opiera sie na malo sprawiedliwym systemie “3 zl za kazdy przejazd”; zeby cos tu zjesc, koniecznie trzeba uciekac z Sultanahmet i innych dzielnic turystycznych. Polecam nieco podejrzane okolice na poludniowy-wschod od Bektaş Meydanı.

Bosfor

11
Jul/09
1

Приштина

Ania slusznie dzisiaj zauwazyla, ze Kosowo jest “a very car-oriented culture”. Gospodarka opiera sie tu na tym, ze 1/3 ludnosci wozi drogie samochody po wertepach formerly known as asphalt, 1/3 myje potem te auta pod zadaszniami na poboczu, a reszta sprzedaje tlumiki albo kebab.

Niby tu wszystko taniej, a jednak daje po kieszeni wlasnie z powodu tych samochodow. W miescie praktycznie nie ma komunikacji publicznej, poza rzadkimi marszrutkami na ul. Matki Teresy czy kilkoma autobusami na bulwarze Billa Clintona. Wszedzie musisz sie wozic taksowka, albo zasuwac 3km w deszczu przez bloto (z chodnikami w Kosowie jest jak ze sciezkami rowerowymi w Polsce).

Naklejka w knajpie albanskiej w Prisztinie

Bylismy dzisiaj w Peciu. Od rana lal deszcz, wiec zobaczylismy tylko XIV-wieczna siedzibe patriarchatu serbskiego. Caly kompleks jest otoczony wysokim murem, a wejscia strzega Wlosi-monogloci i jeden Albanczyk katolik, ktory z marszu zada paszportu i pyta o narodowosc. Potem laczy sie radiowo z monastyrem za murami i pyta, czy moze gosci wpuscic. Albanczycy z zasady nie sa wpuszczani. Oddajesz paszport i dostajesz przepustke. Sam monastyr jest oczywiscie niesamowity, ale atmosfera oblezenia robi swoje. Idac od bramy glownej do patriarchatu mija sie budke wartownicza ze szklem kuloodpornym tak obstrzelanym seriami z automatow, ze praktycznie nie widac siedzacego w srodku zolnierza. W srodku ikony, cyrylica, malowane sufity, Jezus Pantokrator, serbskie zakonnice, jezyk starocerkiewno-slowianski i czternastowieczne sarkofagi, ale nie wolno bylo robic zdjec.

Patriarchat w Peciu

Po wyjsciu porozmawialismy sobie z Albanczykiem na bramie. Zadzwonil po tania taksowke i powiedzial, ze zna jedno slowo po polsku: porodówka. Do Poles play jokes on foreigners in hopes that other Poles will enjoy the punchline years later? Powiedzial nam, ze jako nacjonalista albanski, nie moglby wyjsc za nie-albanke, i ze Niemcow przetrzymuje na granicy przez godzine “because I hate those motherfuckers. Nazis!”

Troche sie tu zmienilo od roku. Wjezdzajac do Kosowa od strony Leposavicia i Kosowskiej Mitrowicy, widac, ze UNMIKowskie pojazdy opancerzone zostaly zastapione przez jeepy EULEXowe i nie ma juz kontroli paszportowej na “granicy”. W samej Mitrowicy juz mozna swobodnie przejezdzac przez slynny most przed knajpa Dolce Vita. Napis “Kosovo je Srbija” przed serbskim Ministerstwem ds. Kosowa i Metochii juz zblakl. Wpadlismy do odwiedzonego przed rokiem baru w Bosniackiej Mahali i wlasciciel mnie rozpoznal.

No Belgrade for you!

Jutro rano jedziemy do Skopja a stamtad do Stambulu. Kiedys jezdzil autobus z Prisztiny, wciaz nawet widnieje w rozkladzie jazdy, ale odkad Bulgaria weszla do UE, rejsy zostaly zawieszone, bo powstal problem wiz. Kosowscy Albanczycy wydaja sobie wlasne “kosowskie” paszporty, ale ten dokument jest chyba mniej powazany niz laibachowskie “paszporty” NSK. Belgrad oczywiscie wydaje wszystkim swoim obywatelom paszporty, wiec mieszkancy Kosowa jezdza na serbskich paszportach. A Serbowie teraz juz nie sa wpuszczani do Bulgarii bez paszportow. Ktokolwiek byl w Bulgarii i w Serbii wie, ze to troche jakby Amerykanie potrzebowali wiz do Meksyku, ale Meksykanie do USA juz nie. Serbia moze nie jest najbogatszym krajem na Balkanach, ale Bulgaria, pomimo obejcnosci w UE, to prawdziwe anus balcanica. Gorzej jest tylko w Albanii.

Industrial

9
Jul/09
2

Sosnowiec-Inđija

Okazalo sie, ze mozna pojechac z Sosnowca do Inđiji, w polnocnej Serbii, bezposrednim pociagiem. Nasz pociag cos/kogos rozjechal zaraz za granica czeska. Stalismy na torach w nocy przez 3 godziny, dopoki sprawa sie nie wyjasnila. Kiedy w koncu wjechalismy na Slowacje, mielismy takie spoznienie, ze wagony jadace do Budapesztu zostaly dolaczone do skladu kursujacego z Pragi do Belgradu. W Budapeszcie, zamiast piecogodzinnego postoju, pobieglismy do starych jugoslowianskich wagonow z napisem Belgrad, i tym samym pociagiem dojechalismy az do Inđiji.

Jednak niekupowanie biletow miedyznarodowych to najlepsze rozwiazanie. Na Slowacji zapomniano o naszym wagonie, wiec przejazd mielismy darmowy. Za bilet od granicy wegierskiej do Budapesztu (raptem 150 km), skorumpowany konduktor zazadal 20 euro od osoby i probowal nawet nam udowodnic, szalejac po menu swojego kolejowego komputerka, ze to faktyczna cena. My na to, ze biletu od niego nie kupimy. On zagrozil policja. A zaraz po tym wymiekl i zaproponowal rozsadna cene, ale bez biletu.

W Budapeszcie dosiadlo sie pareset dwudziestoparelatkow z Wielkiej Brytanii, jadacych na Exit Festival do Nowego Sadu. Tu znowu konduktor nas ominal, wiec za darmo sobie pojechalismy do granicy serbskiej, a w Suboticy konduktorowi nie chcialo sie przeliczac reszty za bilet z euro na dinary, wiec zaproponowal znike 50% i pominiecie kwestii biletu. W razie czego mielismy powiedziec, ze wsiedlismy w miejscowosci Bačka Topola (przez ktora, warto wspomniec, pociag nie przejezdza).

Cytat dnia: “Why is everything in Russian?” (mloda Angielka na widok szyldu dworcowego w Serbii).

Nema prodaje

W Inđiji na dworcu, po 23h w pociagu, odebrali nas Ivana i Noni. Wczoraj odwiedzilismy naddunajska miejscowosc Stari Slankamen, a wieczorem pojechalismy do Belgradu na koncert syna Fela Kuti’ego, ktory sie w koncu nie odbyl. Dzisiaj kursowanie po stolicy i szukanie ksiazek do magisterki. Literatura jest nieco jednostronna. Przykladowy tytul artykulu naukowego: “Kosovo i Metohija: Idealno mesto za organizovani kriminal.”
sowa
Dobrze znowu widziec Ivane i Noniego, i dobrze znowu byc w Serbii.

5
Jul/09
1

İstanbul Çocukları

Jesteśmy spakowani. Rano bierzemy Sowę i ruszamy do Budapesztu, robiąc po drodze małe tournée rodzinne. Pierwszy przystanek: Serbia, w tym Kosowo, potem do Konstantynopola, a stamtąd improwizujemy w kierunku Gruzji. Wracamy na początku sierpnia.

Bags and Sowa